Nieruchomości stanieją czy zdrożeją? A ja znowu wybieram zasłony!
Czasem zastanawiam się, co robiłabym, gdybym nie inwestowała w nieruchomości. Pewnie odpoczywałabym częściej. Chociaż znając siebie — po dwóch dniach zaczęłabym zastanawiać się, czy w miejscu, w którym odpoczywam, nie warto przesunąć ściany.
Jedni mówią: „Kupuj, bo będzie drożej”.
Drudzy: „Poczekaj, ceny spadną”.
Ktoś przewiduje koniec flipów. Ktoś inny właśnie szuka kolejnego mieszkania.
A ja?
Ja nadal inwestuję. Remontuję. Dokańczam. Szukam rozwiązań. I czasem poświęcam zdecydowanie za dużo czasu na znalezienie zasłon, które mają być „właśnie takie”.
Jakie dokładnie?
Będę wiedziała, kiedy je zobaczę. 😉
Miało być tylko oglądanie mieszkania
Wchodzę do środka i już się zaczyna.
Tu można otworzyć przestrzeń. Tam poprawić oświetlenie. Ta kuchnia ma potencjał, tylko jeszcze o tym nie wie. A ten kolor ścian… cóż, powiedzmy, że swoje już przeżył.
Jeszcze dobrze nie skończyłam oglądać, a w głowie ustawiam meble.
Tak właśnie działam. Widzę mieszkanie takim, jakie jest, i równocześnie zastanawiam się, jakie mogłoby być.
Oczywiście później przychodzi czas na mniej romantyczną część znajomości: dokumenty, koszty, zakres prac i kalkulację.
Bo mogę zakochać się w potencjale mieszkania. Ale zanim je kupię, muszę jeszcze zaprzyjaźnić się z liczbami.
Czy ceny spadną? Nie mam kryształowej kuli
Mam za to doświadczenie, kalkulator i świadomość, że samo „przecież nieruchomości zawsze drożeją” to za mało, żeby podejmować decyzję.
Kiedy rozważam kolejną inwestycję, interesuje mnie konkret: za ile kupuję, ile będzie kosztował remont, jakie dodatkowe wydatki muszę uwzględnić i komu później to mieszkanie będzie potrzebne.
Zastanawiam się też, co zrobię, jeśli sprzedaż potrwa dłużej, niż zakładam.
Pasja daje mi energię do działania. Kalkulacja pomaga zdecydować, w co warto tę energię włożyć.
Nie każde mieszkanie kupię. Nawet jeśli już wiem, jakie zasłony by do niego pasowały.
Choć przyznaję — wtedy odmowa boli trochę bardziej.
Najtrudniejszy moment? Kiedy trzeba coś sprzedać
Najpierw szukam, planuję, remontuję. Wybieram lampy, lustra, zasłony. Wkładam w to pieniądze, czas i kawałek siebie.
A potem czasem trzeba powiedzieć: „Sprzedajemy”.
Bo środki nie są nieograniczone. Żeby dołożyć do kolejnej nieruchomości albo zainwestować inaczej, muszę czasem pożegnać się z tym, co już mam.
I powiem Wam — wtedy boli mnie serce.
Niby wiem, jak działa inwestowanie. Tylko że kiedy sama tworzę jakieś miejsce, trudno mi później patrzeć na nie wyłącznie jak na pozycję w rozliczeniu. Zawsze mi szkoda. Przecież pamiętam, jak wyglądało na początku i ile decyzji kosztowało mnie doprowadzenie go do tego momentu.
Na szczęście nad finansami czuwa mój mąż. Jest bardziej przyziemny i realnie patrzy na nasze możliwości.
Ja już widzę, co jeszcze moglibyśmy zrobić. On sprawdza, z czego za to zapłacimy. 😉
I choć czasem chciałabym zatrzymać każdą nieruchomość i jeszcze kupić następną, wiem, że potrzebujemy obu tych spojrzeń.
Teraz właśnie stoimy przed podobną decyzją.
Co zostawimy? Co sprzedamy? W którą stronę pójdziemy dalej?
Jeszcze nie wiem. Zegar odlicza, a w styczniu okaże się, co wybierzemy. Czuję, że będzie to kolejny rozdział, o którym zechcę Wam opowiedzieć — razem z emocjami, które towarzyszą własnym inwestycjom.
Zaobserwuj mój profil, jeśli chcesz poznać dalszy ciąg. Sama jestem ciekawa, jak zakończy się ta historia. ❤️

